Od miesięcy słyszymy, że magazyny rolników są pełne zbóż i że w nowy sezon wejdziemy z rekordowymi zapasami. Szacuje się, że mogą one sięgać nawet 10 milionów ton. Jednocześnie od ponad roku stoi bezczynnie jeden z najważniejszych terminali zbożowych w Polsce – Bałtycki Terminal Zbożowy w Gdyni. Przez ten terminal można byłoby miesięcznie wysyłać setki tysięcy ton zboża.
Za to, że terminal od roku jest nieczynny, odpowiedzialni są rządzący. Pierwszy przetarg na dzierżawę ogłoszono prawie trzy lata temu. Po awanturze w Sejmie komisja rolnictwa w grudniu 2023 roku przyjęła dezyderat wzywający premiera do unieważnienia przetargu. Rozpisano drugi przetarg, a potem znów zwlekano z podpisaniem wstępnej umowy z wygrywającym konsorcjum. W efekcie poprzedni dzierżawca rok temu zakończył działalność, nie zapewniono ciągłości funkcjonowania terminala i do dziś nie przechodzi przez niego ani jedno ziarno zboża. Jak widać, nikogo to naprawdę nie obchodzi.
Nowy dzierżawca wciąż czeka na zgodę Komisji Europejskiej na koncentrację. O zgodę mógł wnioskować dopiero po podpisaniu wstępnej umowy, na którą czekał miesiącami. To sytuacja absolutnie niedopuszczalna w normalnym, sprawnie funkcjonującym państwie.
W tym czasie realne straty ponoszą przede wszystkim rolnicy, bo mniej zboża jest wywożone. Traci też Skarb Państwa, gdyż nowy dzierżawca nie płaci czynszu. W terminalu nie są realizowane żadne inwestycje związane z rozbudową i modernizacją, choć zwycięzca przetargu zadeklarował wydanie na ten cel równowartości 250 milionów złotych.
Czas nieubłaganie płynie w kierunku żniw, a szanse na szybkie uruchomienie terminala są niewielkie. Pomijając zmarnowane dwa i pół roku, dziś rządzący, Ministerstwo Rolnictwa i polski komisarz powinni energicznie zabiegać o jak najszybszą decyzję Komisji Europejskiej w sprawie koncentracji. Bez niej port zbożowy nie ruszy. Chyba że komuś akurat na tym zależy – im mniej zboża wyślemy przez polskie porty, tym więcej popłynie np. przez porty niemieckie.
Marcin Wroński
